sobota, 28 marca 2015

Weekendowa pętelka

Tak się złożyło w środku tygodnia Roch miał urlop, ale nie był to kolejny urlop rowerowy. Trzeba było trochę popracować w kotłowni. Po udanej operacji "ciepło" Roch uruchomił komputer i sprawdził pogodę na weekend. Okazało się, że ma być deszczowy, więc z roweru byłyby nici. Na szczęście okazało się, że jest inaczej.

Dziś pogoda była znośna; trochę zimno, pochmurno i wietrzenie. W dodatku rano Michasię bolał brzuch, więc z sobotniego basenu nic nie wyszło. Roch spędzał czas na zabawie z Miśką, a Żonka na porządkach przedświątecznych. Kiedy Miśka położyła się spać Roch szybko wskoczył w spodenki i poszedł trochę popedałować.

Jeździło się całkiem znośnie pomimo tego, że pogoda w każdej chwili mogła spłatać figla. Koniec końców Roch  przejechał swoją trasę, którą od dawna już planował. Było trochę z wiatrem i trochę pod wiatr, ale kondycja wraca, a chęć na pedałowanie ciągle się nasila. Ostatecznie Roch przejechał 26 kilometrów, więc nie jest źle. I są szanse na powtórzenie tego w niedzielę. Na zakończenie zapis śladu GPS:

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Jeszcze Roch musi schować rower do piwnicy. W garażu mu, rowerowi, jest zimno.

poniedziałek, 23 marca 2015

Spóźniona notka - ale pedałowanie było

Poniedziałek, Roch już z pracy wrócił i czegoś mu brakowało. Weekend minął i jest pewien niedosyt. W końcu Roch doszedł do tego, czego mu brakowało. Otóż zapomniał napisać notkę z sobotniego wypadu. Ogólnie rzecz ujmując weekend był pracowity, w sobotę oczywiście basen z Michalinką, a później pomoc w wiosenno-przedświątecznych porządkach. Czyli mycie okien, ogólne sprzątanie.

Korzystając z wolnej chwili Roch wyskoczył na rower, ale długo nie mógł jeździć ponieważ wieczorem czekała go impreza urodzinowa, więc musiał przyjechać żeby zająć się Michasią, tak żeby Żonka mogła przygotować wyżerkę dla solenizanta (nie był nim Roch). Koniec końców udało mu się przejechać zaledwie 13 kilometrów, ale to i tak nieźle. W niedzielę też nie było czasu, więc Roch nawet nie myślał o rowerze.

Na zakończenie zapis śladu GPS:

 Roch pozdrawia Czytelników.

wtorek, 17 marca 2015

Po awarii ani śladu

Ciasteczko jest własnością Michalinki.
Zresztą cały tył samochodu jest jej królestwem.
Roch, po dłuższej przerwie spowodowanej awarią kół w końcu wsiadł ponownie na rower. Jak zawsze niezastąpiony W. doprowadził koła do stanu używalności, choć awaria okazała się niewielka, to i tak przeszły przegląd łożysk i centrowanie. Dodatkowo na serwis załapał się rowerek Michalinki, w którym koła też się scentrowały. Kto by pomyślał, że 20-o miesięczne dziecko potrafi jakkolwiek zużyć rower. A jednak. Więc komplet pojechał do W. i wrócił w stanie idealnym. O ile rowery były gotowe do jazdy, o tyle pogoda nie sprzyjała; a to deszcz, a to wiatr albo coś jeszcze innego. Poza tym Roch musiał też jeździć do pracy, więc czasu nie było zbyt wiele, ale dziś udało się wziąć urlop i Roch mógł pojeździć na rowerze, a popołudnie spędzić z Michalinką.

Rower udał się świetnie, nie wiało aż tak mocno żeby było to uciążliwe, a parę razy nawet Roch załapał się na wiatr w plecy i wtedy się jechało. Pod wiatr też się jechało, ale było ciężej. Koniec końców Roch przepedałował 13 kilometrów, co jak na ponowny powrót po niemalże miesiącu przerwy jest wynikiem niezłym, szczególnie że w środku tygodnia udało się znaleźć czas na rower.

Niestety Michasię dopadła infekcja więc nie wychodzi na dwór, a już na pewno nie jeździ na rowerze. Jednak kiedy tylko przejdzie wirus to Roch przejedzie się z nią i Żonką na rowerach. W planach też jest jakiś dzień w tygodniu kiedy Roch zapakuje rower do Mitsu i pojedzie do Tarnowskich Gór, skąd pojedzie rowerem do pracy.

Tak więc Roch ponownie wsiadł na rower. I nie planuje już z niego zsiadać.

Na zakończenie ślad GPS:

Roch pozdrawia Czytelników.

niedziela, 22 lutego 2015

Awaria. Oby nie poważna

No i stało się. Po wczorajszej jeździe Roch wstawił rower do garażu licząc na to, że pojeździ jeszcze z MIchasią i Żonką, ale okazało się, że Michalina ma katar więc wieczorem zszedł do garażu i chciał przenieść rower do piwnicy, w której jest cieplej. Kiedy wyprowadził rower z garażu odruchowo złapał z tylne koło i poruszał. Jakie było jego zdziwienie kiedy okazało się, że tylne koło ma dziwny luz. I tak o to Roch został uziemiony, przynajmniej na czas kiedy to niezastąpiony Wojciech nie spojrzy na koło fachowym okiem. Pozostaje czekać aż Firma przeleje wypłatę na konto i Roch będzie mógł naprawić rower.

Jednak nie ma takiej awarii, która uziemiłaby Roch na tyle skutecznie żeby nie mógł sobie pojeździć z Michalinką na rowerze. Dziś załapała co to jest jest utrzymywanie równowagi na rowerze i zaczęła odpychać się sama. Roch wyjął rower z piwnicy i pojeździł trochę po okolicy z Miśką i oczywiście zarejestrował ślad GPS żeby miała pamiątkę.

Roch pozdrawia Czytelników.

sobota, 21 lutego 2015

Sam na rowerze

Kolejny weekend i kolejny rower; zaraz po tym jak wrócili z sobotniego basenu Roch poszedł na rower. Michalinka jak zawsze po basenie poszła spać, a że Żonka była też zmęczona to obie zamknęły się w sypialni, a Roch został sam z rowerowymi planami. W planach mieli też wspólne pedałowanie, ale wieczorem okazało się, że Michalinka ma katar i z roweru muszą zrezygnować.

Roch pojechał swoją stałą trasą, choć nadal nie może przejechać jej całej. Tym razem na przeszkodzie stanął wiatr, który skutecznie zniechęcał Roch do pedałowania, kiedy jednak zawrócił to wiatr zaczął być sprzyjający, ale kierunek był przeciwny niż ten na początku zaplanowany. Tak więc rowerowo udało się połowicznie, bo Michalina nie jeździła, ale katar jest katar, nie można go lekceważyć.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 16 lutego 2015

Drugie otwarcie sezonu rowerowego - z Żonką i Michasią

Luty; powinna leżeć gruba warstwa śniegu zmrożona kilkunastostopniowym mrozem. Ów śnieg powinien skrzypieć pod zimowymi butami, a kurtki powinny być bardzo ciepłe. Ale nie u nas. Weekend był wiosenny, ale chłodny. Roch miał plany rowerowe, ale weekend to czas wspólny z Żonką i Michasią, a rower jest gdzieś z boku.

W sobotę rano oczywiście basen w Tarnowskich Górach, tym razem z Kubą i Alą i z babcią oczywiście, czyli Michasia była w siódmym niebie. Po basenie obowiązkowy obiad u drugiej babci, czyli w jednym miejscu były dwie babcie, a to już szczyt szczytów. Po powrocie do domu Michalinka poszła spać, a Roch dostał wychodne na rower. Pomiędzy tym wszystkim były jeszcze walentynki i kolacja, na którą Roch zaprosił Żonkę, ale restauracja zaczęła kombinować z rezerwacją i koniec końców poszli napić się piwa.

Na zakończenie walentynek Roch kupił Żonce kwiatek - co nie jest normalne ponieważ przez trzy lata Roch nie szarpnął się na taki gest, ale kiedyś pora się zmienić, a że Nowy Rok to i Nowy Roch. Ale wracając do roweru. Dystans to 17 kilometrów, tym razem Roch próbował celować w zjazdy bo nie chciał się męczyć na podjazdach. Było fajnie, jak to na rowerze.

Zapis z sobotniego wypadu:

* * * *

W niedzielę rano cała trójka wybrała się na spacer połączony ze spaniem w wózku na świeżym powietrzu. Czyli powrót do tradycji spacerowej i do kilometrów pokonanych na nogach pchając wózek. Jednak najciekawiej zapowiadało się popołudnie. Pogoda była iście wiosenna i Roch z Żonką wpadli na pomysł żeby zabrać Michasię na rower. Żonka ubrała ją w ciepły kombinezon, który jest nadmuchiwany, więc izolację termiczną ma niezłą, a Roch poszedł po rowery. 

Przetarł fotelik i rower Żonki, uzupełnił powietrze w oponach i można było pedałować. Na pytanie "Michasiu wszystko w porządku?" Michasia odpowiadała "Łoooooooooooooooo" co oznaczało, że jej się podoba. A skoro się podoba to cała trójka przejechała 6 kilometrów co zostało zarejestrowane na GPSie:


Michasia uważa sezon rowerowy za otwarty:


A Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 12 lutego 2015

Jak urlop wypoczynkowy to tylko z rodzinką i na rowerze

Urlop wypoczynkowy to fajna instytucja, można sobie go wziąć kiedy się chce, o ile kierownik się zgodzi i robić na nic co się chce. Roch skorzystał dziś z jednego dnia owego urlopu i rano pojechał z Michalinką i Żonką na basen. Do Rochowej gromadki dołączyła jeszcze ciocia z synkiem i całą piątką pojechali do Tarnowskich Gór na basen. Jako, że ferie się kończą dzieci na basenie było mnóstwo. Po powrocie Michalinka zjadła zupkę i poszła spać.

Roch, korzystając z okazji wyskoczył na rower. Pogoda był już prawie wiosenna, słoneczko świeciło, temperatura w okolicach 4°C i prawie bezwietrznie. Roch wykorzystał pogodę i chciał przejechać w końcu jakoś większy dystans, ale aplikacja Stravy się obraziła i trochę zgubiła śladu. Choć to nie do końca pewne, czy aplikacja, czy telefon, ale faktem jest to, że kilometrów jest mniej.

Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 2 lutego 2015

Niech się święci pierwszy luty

Zbliżał się kolejny weekend i Roch już planował następny wyjazd na rowerze. Na uwadze miał to, że na Stravie brakowało mu 30 km do pełnych stu kilometrów w styczniu. A weekend zapowiadał się bardzo udanie, słońce, suche drogi, czyli wymarzona pogoda na wyjście na rower i przejechanie paru kilometrów. W sobotę tradycyjnie pojechali z Michasią na basen, potem tysiąc innych zajęć i w końcu zabrakło dnia na rower, ale od czego była niedziela?

Jednak kiedy Roch spojrzał w kalendarz dowiedział się, że niedziela to już jest pierwszy luty i z jego planów na przejechanie stu kilometrów w styczniu nic nie wyszło, ale nie poddał się i na poczet lutowej setki przejechał niecałe 15 kilometrów, ale za to był suchy. Pogoda była świetna, lekki mróz, bez wiatru, sucho i słonecznie do tego stopnia, że Roch założył nawet okulary przeciw słoneczne. Chyba wiosna się zbliża wielkimi krokami. Oby, bo Roch ma wielką chęć do jazdy na rowerze.

Na zakończenie zapis GPS.

Roch pozdrawia Czytelników.

niedziela, 25 stycznia 2015

Przyszła zima, ale rower wciąż jest w użyciu

Miał Roch wczoraj pisać, ale wieczorem dopadła go jakaś niemoc ogólna i zamiast zalogować się na Bloggerze to zalogował się w łóżku, ale nie ma tak, że Roch wczoraj nie jeździł. Otóż popołudniu zaczął padać śnieg, ale Roch miał taką silną potrzebę pedałowania że założył cieplejsze spodnie i wsiadł na rower. Obecny rower nie jest kompatybilny z błotnikiem jaki posiada Roch więc przyszło mu jeździć bez niego, a tym samym tyły miał całe mokre.

Daleko też nie dało się jechać, bo padający śnieg skutecznie oślepiał Rocha, a on sam nie wie gdzie włożył okulary, w których mógł wymienić szkła na jasne. Pewnie gdzieś w aucie jeżdżą, a Roch nawet o tym nie wie. Koniec końców w tych dosyć trudnych warunkach udało się zrobić całe 6 kilometrów, nie jest to 30, ale też nie jest to 0, więc zimowy rower można uznać za doszły i zarejestrowany.


Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Mokry rower

Zgodnie z tym co Roch sobie postanowił weekend upłynął pod znakiem aktywności fizycznej, także tej związanej z rowerem, ale sobota była wodna. Roch z Rodzinką wybrali się do kolejnego aquaparku, tym razem do Kleszczowa, gdzie całkiem fajny kompleks basenów kusił Michaśkę. Koniec końców dziecko od 4-ego miesiąca życia regularnie moczy się w wodzie, więc byle jaki basen jej nie zadowoli. Wypad okazał się strzałem w dziesiątkę, a niemalże dwugodzinny pobyt był dla Michalinki ekstra sprawą. Standardowo później odsypiała wodne szaleństwa przez całą sobotę i niedzielę.

Niedziela z kolei należała do Rocha i jego roweru; kiedy Michasia poszła na popołudniową drzemkę, a Żonka zabrała się za prasowanie, Roch zabrał się za jeżdżenie. Celem jego było 25 kilometrów, ale ostatecznie udało się przejechać tylko 21 km. A to dlatego, że jakiś buc w Passacie specjalnie wjechał w kałużę i ochlapał całego Rocha, a z mokrymi spodniami i kurtką ciężko się jeździ. Na szczęście Roch dojechał buca i wygarnął mu. Jednak siła roweru jest większa niż samochodu.

Początkowo Roch chciał wrzucić zdjęcia buca i numer rejestracyjny, ale buc nie jest wart tego. Szkoda Rochowi czasu na roztrząsanie tego, było minęło, ale następnym razem może się zastanowi nad ewentualnymi konsekwencjami swoich czynów, bo rowerem jednak da się dogonić samochód (dla Rocha przepisy drogowe w tym momencie były płynne. Bardzo.) Niemniej jednak wypad, poza tym incydentem, był całkiem fajny, a i już powoli widać efekty jeżdżenia, kondycja wraca.


Roch cały czas pisze o swoich postanowieniach Noworocznych, których się trzyma. Dziś rano udało się zrealizować kolejne. Być może więcej napisze Jacek na poczochranych, ale męczyła go jedna sprawa, która tkwiła w zawieszeniu, ale od jakiegoś czasu Roch chodził jakby nieobecny. Koniec końców dziś Roch zebrał się na odwagę i załatwił to co nie dawało mu spokoju osiągając przy tym stan spokoju. Czasem niektórych spraw nie wolno zostawiać samym sobie bo później ciążą nam.

Nie mniej sorry Michał, że Cię obudziłem, ale musiałem.